wtorek, 17 sierpnia 2010

Wspomnienia bieszczadzkie i krucha tarta sernikowa ze śliwkami.

Chcę wrócic w Bieszczady. Chcę ponownie jechac tam, by poczuc się wolna. By zaznac życia w zupełnej ciszy...
Taak. Wspomnienia przychodzą bardzo często. Praktycznie ciągle wracam tam pamięcią. Tyle się wtedy wydarzyło. To ciasto? Nie, nie jest związane z tamtym miejscem, zupełnie. Ale jedząc je, znów się tam przeniosłam. Czyżby przez smak? Czy może przez coś innego?

W zeszłym roku miałam okazję wybrac się w Bieszczady. Jechałam w ciemno, z wycieczką zorganizowaną. Co prawda, autokar po brzegi wypełniony był moimi znajomymi, ale to była wycieczka organizowana przez biuro podróży.
Wsiadłam do autokaru o 23.00, na przystanku i ruszyłam w drogę. Nigdy nie zapomnę braku klimatyzacji i upału przekraczającego 30 stopni. Plus odległośc sześciuset kilometrów. Prawdziwa katorga, ale nie narzekałam. Coś wciąż mi podpowiadało, że ten wyjazd okaże się najlepszym w całym dotychczasowym życiu. Tak też było.
Miejsce, cel nasz, mnie urzekło.  Mała wioseczka, kilometr do najbliższych zabudowań od ośrodka domków letniskowych. Na wzgórzu zielony teren z małymi, zółtymi budyneczkami , pokrytymi niebieską dachówką. A z szosy, kiedy rano szło się na śniadanie do drugiego ośrodka, po drygiej stronie (właściciele to rodzina), mgły spowijały rozpościerające się zalesione szczyty, szosa opadała w dół i wiła się kolejne kilometry, bez żadnych budynków. 
Ta cisza urzekła mnie najbardziej. Cykające świerszcze, mucki, zaciągają rosa i zapach orzeźwijącej wilgoci. Niebo przepełniały tysiące, a nawet miliony roziskrzonych gwiazd, a ludzie powymierali. Poza tym, kompletnie zero tłumów. Tylko ja, znajomi i natura. Nieskazitelnie czyste źródła, nieskażone lasy i nie dotknięte cywilizacją tereny. Oraz on. A szczególnie w jeden, czwartkowy wieczór wszystko stało się naprawdę wyraźne. Wtedy poznałam go bliżej.
Był razem z nami, był jedyna osoba, której z wycieczki nie znałam. Znajoma postanowiła, że musimy się poznac wszyscy trzej. Jednak to ze mną w późniejszym czasie rozmawiał najwięcej. I w ten czwartek, w powietrzu unosiła się jakaś magia. Nadawaliśmy na tych samych falach. Coś ciągnęło nas do siebie, jakaś siła, niewidzialna lina.
Odwiedziliśmy też Węgry, piwniczkę z tokajem i biesiada była. Ale nie pamiętam tego tak dokładnie, jak czwartku.
Mieliśy po powrocie kontakt, ale urwał się w połowie roku, okoła kwietnia. 
Ale nie mogłam zapomniec. Próbowałam wyrzuc go ze swojego umysły, ale mi się nie udało.
Po roku spotkaliśmy się znowu. I również wszystko wydarzło się w czwartek, tym razem sceneria była nadmorska. Teraz jesteśmy razem. I ie wyobrażam sobie, by było inaczej.
mieszkamy w jednym mieście, a potrzebowaliśmy ponad 600 km w jedną stronę, by się poznac, zrozumiec i zakochac. A potrzebowaliśmy roku, by to zrozumiec. 
I ok. 400 km by to sobie wyznac. Na plaży, o zachodzie słońca. Róża, którą od niego dostałam tam, leży zasuszona w pudełku pod łóżkiem. 
Pomyślec, że niegdyś mijaliśmy się bez słowa, a teraz trudno jeen dzień spędzic bez siebie.

Ale ta tarta i tak jest dla niego. Bo on uwielbia serniki. I śliwki. Więc jednak nie bezpodstawnie przyszły te wspomnienia. Przepraszam, jeżeli Was zanudziłam. Ale musiałam to z siebie wylac. Rozpiera mnie szczęście, a na twarzy non stop siedzi uśmiech.

























 Krucha tarta sernikowa ze śliwkami.
(przepis na tradycyjne kruche i typową masę sernikową połączone w jedno przez moją osobę)

kruche ciasto:
80g cukru
300g mąki
150g masła
1 jajko

masa sernikowa:
4 zółtka
4 białka
800g chudego twarogu
180g cukru
1 opakowanie budyniu waniliowego
aromat cytrynowy
skórka otarta z 1 cytryny
80g rozpuszczonego masła
2 łyżeczki proszku do pieczenia
śliwki

Zagniotłam kruche ciasto według znanego każdemu sposobu, tego podstawowego. Schłodziłam w lodówce. Piekarnik rozgrzałam do 180 stopni. Formę do tarty natłuściłam i wylepiłam 2/3 ciasta, odstawiłam do lodówki. Resztę ciasta przeznaczyłam na kruszonkę.

Żółtka utarłam do białości z cukrem. Z białek ubiłam sztywną pianę. Do masy żółtkowej dodałam twaróg, budyń, rozpuszczone, ale wystudzone masło, proszek, skórkę i aromat cytrynowy i zmiksowałam na gładką masę. Na samym końcu delikatnie wmieszałam pianę z białek. Wylałam na spód.
Owoce umyłam i wydrylowałam. Podzieliłam na połówki i powciskałam je w masę. Rozkruszyłam resztę ciasta i posypałam wierzch. Posypałam grubym cukrem i wstawiłam do piekarnika. Piekłam w 180 stopniach przez ok. 45 minut.
Smacznego!



 A on był zachwycony tą tartą. Prawie połowę zjadł sam ;]

18 komentarze:

  1. Bieszczady są cudowne. Twoje ciasto też! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się mu nie dziwię, że zjadł tyle. Sama jakbym się do niej dorwała to okruszka byś nie ujrzała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Karmelitko,

    Piszę posta drugi raz bo przy pierwszym zawiesił mi się telefon:)
    Mój Pan także uwielbia serniki, niestety rzadko je robię, głownie dlatego, że jakoś wydaje mi się że nie mam do nich "ręki". Ale myślę, że to się zmieni kiedy dostanę KitchenAid z dostawką do mielenia mięsa/sera..

    Kiedy piszesz o Bieszczadach, tak bardzo zazdroszczę Ci wspólnych wakacji - my nie możemy nigdzie wyjechać na dłużej ze względu na Jego pracę - ma wolne tylko w weekendy i to staramy się wykorzystać, ale tak trudno nadrabiać zaległości..

    W Bieszczadach nie byłam, ale bardzo miło wspominam Szczawnicę, gdzie byliśmy na pierwszych wakacjach we dwoje.. No ale cóż, trzeba zaciśnąć zęby i do przodu!

    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  4. przepiękna historia, bardzo ładnie napisane.
    i do tego takie ciacho. Lubie takie blotki nie do końca kulinarne (:

    OdpowiedzUsuń
  5. tarta wyglada bardzo pysznie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. aga, dorota20, kornik, miania179, Ivon, Atria C. i viridianka - wszystkim Wam dziękuję za komentarze, miłe słowa i pochwały ;]

    Atria C. - Szcawnica? Też wspaniałe miejsce, choc miałam okazję zwiedzic je bardzo pobieżnie. Przelotnie. Masz rację, do przodu! Ale... życie jest wspaniałe pomimo wszystkich utrudnień. Pamiętaj, aby życ chwila, cieszyc się z niej, byc nią. Ale i pamiętac. Gdyż te ulotne chwile są zazwyczaj najpiękniejsze. Pozdrawiam ;)

    viridianka - bardzo miło mi, że podoba Ci się moja opowieśc. A odnośnie tych plotek... kulinarnie, czy nie, czasem warto sobie pogadac ;]

    Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam Was gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  7. karmelitko, masz śliczny opis siebie na górze po prawej stronie. Strasznie mi sie spodobal :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kuchareczko, bardzo dziękuję. Miło, że Ci się spodobał ;]

    OdpowiedzUsuń
  9. wow, struktura tego ciacha jest powalająca! czy mogę kawałek? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jaka piękna historia. Macie urocze wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przecudnej urody tarta! Mmmmm...

    OdpowiedzUsuń
  12. Mniam! Mamy ogromną ochotę na jeden kawałeczek:) Uwielbiamy wszystko co z serem, a jeśli do tego są owoce, to już niebo w gębie!

    OdpowiedzUsuń
  13. widze, że zaczęłam plagę wspomnień z gatunku przemiłych :] to dobrze, a jeszcze jak przy tym mają powstawac takie przepysznew wpisy - to ja chcę żeby tak było zawsze! pozdrawiam cieplutko i lekko sennie, bo dopiero wróciłam :]

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudowne połączenie smakowe, a do tego ładnie wygląda. Pozdrawiam. chanya13

    OdpowiedzUsuń
  15. Karmel-itko! Uwielbiam takie historie, bo sama przeżywałam wszystko tak samo jak Ty, tyle że kilkanaście lat temu. Zbliżyliśmy się do siebie niedaleko, bo w Beskidzie Niskim, podczas pieszych wędrówek. Okolice Barwinka. Dziś jesteśmy małżeństwem z ponad dziewięcioletnim stażem i dwójką synalków. Do dziś wspominam tamte czasy z czułością...A P. kocha najbardziej zeb wszystkich ciast moje serniki...

    OdpowiedzUsuń
  16. wzruszylas mnie swoja historia :) jest niezwykla.

    OdpowiedzUsuń