piątek, 28 lutego 2014

ŻYCIE BLOGERA OD KUCHNI.


Życie blogera kulinarnego to...


"Fejm, kasa i bankiety." Serio? Nie jest wcale tak słodko.


Aby to osiągnąć, trzeba się nieźle narobić. A mimo to, tylko nielicznym żyje się jak pączkom w maśle, jednak czy to prawda, nikt nie jest w stanie udowodnić.
Zaczęłam blogować niewinnie, w ogóle nie myśląc, że potrwa to aż tyle lat, że zdobędę tyle czytelników, a moje portfolio wzbogaci się o liczne wywiady, konkursy, spotkania blogerów czy festiwale kulinarne. Nikt pewnie z blogerów, który zakłada stronę z pasji, o tym początkowo nie pomyślał. Właśnie. Bo są blogerzy I blogerzy. Ci, co piszą dla pieniędzy i tacy, którzy piszą dla siebie, dla swej pasji, a co później może zaowocować, acz nie musi.




Rozwijanie swojej pasji. Blog jest motywatorem - ugotować coś trzeba, bo nie mam co wrzucić na stronę. Ale znów jak wrzucać, nie może być to coś zwykłego, nudnego, typowego. To tylko taki pogląd, że kulinarni gardzą mielonym z buraczkami, nie jadają kopytek czy też nie wiedzą co to gzik (głównie Wielkopolanie). To nie tak. My to jemy, jemy często, ale nie pokazujemy tego non stop. Wrzucimy raz i koniec. Nie ma sensu się powielać, czytelnik i tak znajdzie to, czego szuka. Czasami jednak odświeżamy stare przepisy, by czytelnikowi było jeszcze łatwiej do nich trafić. Ważne, by pokazywać nowe smaki,  wzbudzić zainteresowanie i jednocześnie skusić innych, żeby spróbowali czegoś nowego w swym monotonnym jadłospisie.

Szlifowanie warsztatu. Blogerzy biorą udział w wielu warsztatach kulinarnych, dzięki uprzejmości rożnych firm / restauracji / itd. Tam uczymy się nowych technik gotowania, krojenia, serwowania potraw. Jeśli są to warsztaty fotograficzne - mamy możliwość szlifowania kunsztu fotograficznego.
Jednak trzeba tu też rozgraniczyć kilka rodzajów warsztatów. Takie, gdzie kucharz prowadzący za wszelką cenę chce Ci pokazać, jaki on to wspaniały, a Ty jaki pomiot, nic nie umiesz, na niczym się nie znasz i w ogóle dlaczego masz czelność pokazywać światu to, co ugotowałeś. Takie, gdzie kucharz ma gdzieś Ciebie i pozostałych uczestników. Takie, gdzie blogerzy nawzajem rywalizują nie wiadomo o co. Chyba o to, by udowodnić kolegom po fachu, kto lepiej kroi cebulę. Ale są również i takie, gdzie naprawdę wiele można się nauczyć, a jednocześnie spędzić mile czas w przesympatycznym gronie.

Poznawanie nowych smaków. Teoretycznie nie trzeba wychodzić zza drzwi swojej własnej kuchni, ale siłą rzeczy, po pewnym czasie każdy z blogerów kusi się, by próbować czegoś nowego. Skuszony zdjęciami czy recepturą na innym blogu, z chęcią spróbuje tego u siebie. A raz przekonawszy się, szuka i próbuje dalej. Odkrywanie nieznanych dotąd produktów. To ciągłe zakochiwanie się w czymś nowym, wieczne poszukiwania idealnego smaku i zapachu. Poznawanie kulinarnej mapy świata i wędrówki bez opuszczania kanapy. Wystarczy jeden kęs, aby znaleźć się tysiące kilometrów stąd.

Eksperymentatorzy. Mnóstwo kulinarnych, w tym i ja, tworzymy własne receptury. A wszystko to na drodze eksperymentu. Zamykając się w kuchni, zakładając fartuch, mogę poczuć się jak w kuchennym "laboratorium" i mieszać, dolewać, dodawać, próbować... To działa korzystnie na umysł i poprawia ludzką kreatywność oraz wyobraźnię. Działa relaksacyjnie i uspokaja, przynajmniej mnie. Naprawdę, nie rozumiem ludzi, którzy nie lubią gotować. A już w ogóle tych, co nie potrafią. Przecież to banalnie łatwe!

Spotkania blogerów. Kiedyś nie były tak spopularyzowane, jak obecnie. Ciągle słyszy się bądź czyta na innych blogach, że tu, tu, albo tam dobyło się jakieś kolejne spotkanie blogosfery kulinarnej. To świetna inicjatywa, by jednoczyć ludzi mających te same pasje, a będących tak odmiennymi. Chociaż blogerów kulinarnych łączy wiele cech charakteru. Dziwne? Możliwe, ale jakże prawdziwe.
Każdy taki zlot to małe święto. Śmiejemy się, objadamy, czasem gotujemy, aby móc potem się tym zajadać. Spędzamy naprawdę mile czas, zupełnie jak paczka najlepszych na świecie przyjaciół.
Zawsze takie spotkania odbywają się w innych miejscach w okolicy. To też dobra okazja, by poznać kulinarną mapę restauracji i knajpek, gdzie można dobrze zjeść. Siłą rzeczy - blogerzy kulinarni nie jadają byle czego i w byle jakich lokalach. Jesteśmy siłą, której nie da się pokonać. Co blogerom się nie podoba, to piszą. Możemy pomóc, rekomendując pozytywnie, albo i zaszkodzić.

Współpraca z firmami. To dość newralgiczny punkt. Niektórzy współpracują, inni nie. Jedni dostają oferty od firm, drudzy nie. Czasem zarabiają, czasem nie.
Dostaję oferty, czasami z nich korzystam i naprawdę, można zarobić. Ale też zależy, gdzie się trafi. Wszystko ma dwie strony jak i kij ma dwa końce. Niestety jest nadal wiele firm, które uważają blogerów za "tanią siłę opiniotwórczą i reklamodawczą". Myślą, że za paczkę makaronu, butelkę wina czy magnes na lodówkę można z nas wycisnąć dobry tekst, ładne zdjęcia i jeszcze na dodatek same "ochy" i "achy". Po pierwsze - to nasz czas. Poświęcony na naprawdę ciężkie zadanie. Pisanie posta, który nie jest przepisem, to nie bułka z masłem, a obróbka zdjęć, a nawet ich samo zrobienie, to spory koszt w postaci ubytku kolejnej godziny w i tak zbyt krótkiej dobie.
Z drugiej strony, firmy ryzykują. Bloger jest niezależną formą, gdzie nikt i nic mu nie zabrania wyrażania swoich myśli i poglądów. Więc jeśli mu coś się nie podoba, napomknie o tym na blogu lub Facebooku, na pewno.



Media - prasa, radio, sieć, telewizja. Samo posiadanie swego miejsca w sieci, to już tkwienie po uszy w bagnie, zwanym mediami. Nie? Właśnie, że tak. Publiczne wyrażanie opinii, tworzenie czegoś dla społeczeństwa i pokazywanie to w sposób interaktywny, medialny - porównajmy z TV. To samo, a więc blog to też cząstka mediów. Nie oszukujmy się, że nie.
Jednak ten podpunkt ma być o fejmie. Sławie, istnieniu poza blogosferą. Wywiady prasowe, telewizyjne, radiowe, uczestnictwo w programach telewizyjnych, audycjach radiowych, pisanie dla innych, itp., itd. Fajna sprawa, czujesz się popularnym. Czyżby? Niekoniecznie. Chociaż wybicie się spośród innych, podobnych do nas ludzi, niebywale uskrzydla. I utwierdza, że to co robimy ma sens i, że wychodzi nam to całkiem nieźle.
Nigdy jednak nie zapomnę, jak wybrałam się na zakupy po wywiadzie ze mną, jaki ukazał się w lokalnej gazecie. Nawet awokado ze spokojem nie mogłam wybrać, wszyscy szeptali, pokazywali palcami, pytali o porady. Dziękuję, nie lubię czegoś takiego. Mogę istnieć w sieci. W rzeczywistym świecie wolę ciszę i spokój.

Radość z komentarzy, gdy komuś coś smakuje. Oj tak, to wspaniałe uczucie, gdy można przeczytać, że ktoś wykorzystał Twój przepis, jemu się udało, a przede wszystkim smakowało. Budujące, podnoszące na duchu i dodające wigoru oraz chęci do dalszego działania w kulinarnym temacie.
Najwspanialszy komentarz, jaki otrzymałam, do dziś pamiętam co do słowa : "Tak przeglądam twojego bloga z różnymi pysznościami i jestem pod wrażeniem. Gratuluję! Dzięki tobie kolejny facet nauczy się wspaniale gotować. :)" Dla takich komentarzy warto się starać!




Czas. Największy wróg, ale nie tylko blogerów. Wszystkich ludzi. Doba jest za krótka, chociaż śpię po 4 godziny maksymalnie. A pisanie zabiera czas. Mnóstwo czasu podkrada, ale cóż. Blog to taki nasz mały twór, "dziecko", coś, o co się dba, co się dopracowuje, aby było idealne. Obróbka zdjęć, analiza wpisu, przegląd poczty, zorientowanie się, co w świecie piszczy. Minuta do minuty, mijają godziny miesięcznie, które poświęcamy, aby podtrzymywać świetność bloga.

Zdjęcia. Temat na językach. I odwieczny kłopot. Najlepsze wychodzą przy świetle dziennym. Latem nie ma problemu, ale zimą? Sprawa ta spędza sen z powiek. Tym bardziej tym, którzy nie mają żadnych sztucznych pomocników (studio, lampy czy specjalne elementy jakiegoś mini-studia). Kiedy wraca się po 18., nie sposób zimą i jesienią złapać jeszcze światło. Sprzęt nie jest ważny. Przynajmniej początkowo. Później, kiedy ogląda się te wszystkie piękne, jasne i wyraźne zdjęcia, łapie za serce, aż w końcu kupujemy aparat wysokiej jakości,a by móc z nim szaleć i robić powalające ujęcia.
Każda sesja wiąże się z zimnym jedzeniem. Kiedyś, na samym początku zmuszałam wszystkich, by czekali, aż zrobię zdjęcia, po czym podgrzewałam i serwowałam. Dziś - jedną porcję, którą fotografuję zostawiam dla siebie, a resztę wydaję domownikom czy gościom. Stąd stereotyp, będący jednocześnie prawdą, że bloger kulinarny nigdy nie je ciepłego obiadu i zanim zje, musi minąć dobra chwila, w czasie której wszystko obfotografuje.

Burzliwe początki. Jak ze wszystkim. Ale nie powiem, łatwo się zniechęcić i w obliczu tylu innych świetnych blogów, także nietrudno zrezygnować. Też kiedyś miałam chwilę wątpliwości, ale kiedy nawet człowiek porzuci to, po pewnym czasie wróci. Blogowanie uzależnia.
Brak akceptacji najbliższego otoczenia jest istotnym kopniakiem w naszą samoocenę i wiarę w możliwości. "Zdjęcia jedzeniu robisz?", "Blog kulinarny, co za bzdura!" i wiele innych, często prześmiewczych komentarzy. Jednak z biegiem czasu bardziej nas to pochłania, więc zaczynamy ignorować docinki. Bliscy też zmieniają na to swoje spojrzenie. W efekcie wspierają nas i dopingują. Przed zjedzeniem pytają grzecznie, czy już sesja się odbyła, a jeśli są jej świadkami, nawet proponują ujęcia. Największy opór jest, co do jedzenia. Serwowanie nowatorskich dań wiąże się z lekkim szokiem dla konsumujących i obelgami, urazą, smutkiem kulinarnego, który napotyka swoisty opór przed nowościami.





Hejty. Są obecne wszędzie, nawet i w kulinarnej strefie blogowania. I niestety, nie da się nic zrobić. Jedynie blokować i ignorować tych, którym przeszkadza nasza pasja. Z zazdrości. Bo niby z jakiego innego powodu?

Kradzieże zdjęć. To chyba najgorsza rzecz. Oskarżenie o kradzież, gdy się tego nie zrobiło, jak i bycie okradzionym. Żaden bloger tego ścierpieć nie może, ale także nie ma na to rady. Podobnie jak z kieszonkowcami w tramwaju. Wiemy, że są, robimy co w naszej mocy, ale i tak mamy świadomość, że jeden przyłapany, to kolejni, którzy wciąż grasują.

Stereotypy w świecie. Często są niesłuszne i bardzo uderzające. Są, oczywiście, że są tacy blogerzy, którzy idealnie pasują do tych poglądów, jednak na caaaałe szczęście, większość z blogerów to ludzie nieprzeciętni w pozytywny sposób i ni jak mający się do panujących gdzieś w eterze przeświadczeń, jacy to jesteśmy. Bulwersują nas i urażają niesłuszne stwierdzenia. Blogerzy trzymają fason, nie łamią się i dalej prą do przodu, spełniając się w tym, co robią najlepiej - w blogowaniu!




Jeśli ktoś ma swoje jakieś spostrzeżenia lub nie zgadza się z tym, co piszę, śmiało niech wyrazi to w komentarzach, Każda krytyka jest cenna!



Pozdrawiam,
Karmel-itka



41 komentarzy:

  1. Mega tekst ;) super się czyta! dużo w tym prawda...czytam kolejne zdania i tak sobie myślę "Skąd ja to znam?", ale uwielbiam blogować i mam nadzieję, że nigdy nie przestanę ;)) czego również Karmel-itce życzę! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że takie pozytywne masz odczucia :]
      dziękuję!

      Usuń
  2. Fajnie że to napisałaś:) odnajduje w tekście swoje kawałki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak to napomknęłam - niby jesteśmy tacy odmienni, a jednak łączy nas wiele wspólnych cech :]

      Usuń
  3. dobry tekst, a fragment o świetle w zimie, cóż sama widzę różnicę między swoimi zdjęciami z lata i obecnymi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, miło mi:]
      aha, ja też widzę niebotyczną różnicę, pomijając fakt,że głównie pstrykam wieczorem przy paskudnie żółtych żarówkach.

      Usuń
    2. Problem ze światłem również mnie dopada :P Początkująca jestem w tych kwestiach (blogowanie i fotografia) ale cieszy mnie kiedy załapię się na promyki światła dziennego! :)
      Bardzo ciekawa lektura, tutaj u Ciebie! Taka motywująca! :)

      Usuń
  4. Świetne! U mnie są początki, drugi miesiąc.. wszystko się zgadza! U mnie mąż ma pretensję np. że gotuje dla bloga, nie dla niego... dlatego czasami robie 3 obiady! ale zapraszam chętnie zjadających i nic się nie marnuje... niestety mój mąż jest zwolennikiem schabowego i moze go jeść codziennie, boi się spróbować tego co gotuję, od zawsze tak było.. w sumie.. przed blogiem też często gotowalam dwa obiady bo ile mozna jeść schabowego?? a ja lubię eksperymenty i to leży w mojej naturze! a on nawet szpinaku nie tknie! a zupa? to dla niego ne jedzenie, tylko rosół ogórkowa i pomidorowa... a jego ojciec jest kucharzem... lecz kucharz kucharzowi nie równy! Trudno w tamtym domu coś przełknąć, może dlatego mój kochany tak sie boi czegoś spróbowac? Mam też problem z moją mamą, która uważa, że to ona wszystko robi lepiej... mimo iż siostra woli moją kuchnię, mama ciągle krytykuje . Np. mówi smaczne, ale ja, ale moje, ja to bym, tak by było lepiej!
    Ogólnie nie zrażam się opiniam i walczę, bo to lubię.
    Założyłam bloga 14 stycznia tego roku, koleżanki blogerki namawiały mnie już od jakiegoś czasu.
    Pracuje w domu, i tak gotuję obiad więc jest mi łatwiej.
    Cieszę z każdego lajka i każdej opini, nawet złej bo świadczy o zainteresowaniu.
    Jednak nasi nby przyjaciele udzielają się najmniej.
    nie wiem czy to zazdrość?
    Dziwne....
    JA kocham gotować, kocham projektowac smaki, odnajduję się w tym i to jest wspaniałe!
    Najbardziej cieszą komentarze i prywatne wiadomości, że przepis jest świetny i doskonale wyszedł, gdzięś w innym domu, to cdowne!
    Jestem z wykształcenia architektem wnętrz, to wspaniałe, że np. w moich wnętrzach są wypróbowywane moje przepisy!
    Życzę wszystkim blogerom spełnienia kulinarnego!
    Bona Apetita vel Dobrafka Agrafka
    Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz gratuluję tekstu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Dobrafko! dziękuję za taką długą, pełną i od serca odpowiedź.
      Rozumiem Cię, też prowadziłam takie batalie z miłośnikami schabowego, odkąd zaczęłam, czyli w styczniu 4 lata temu. I nadal prowadzę, chociaż opór jest już zdecydowanie mniejszy.
      To, co piszesz i w jaki sposób piszesz ewidentnie wskazuje, że kochasz to co robisz. Pełna ekspresji wypowiedź, emocjonalna i baardzo radosna :]
      Ważne, by się spełniać w pasji. I widzę, że Ty to robisz pełną gębą! :] Pozdrawiam Cię gorąco i życzę Ci samych sukcesów!

      Usuń
    2. :D
      Dzięki Kochana!
      Grunt to robić to co się kocha!

      Usuń
  5. ano włąsnie takie jest zycie blogera. Karmelitko napisałaś tak jak jest. Dobra robota.

    Pozdrawiamy serdecznie
    Tapenda

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie to samo ;) ja dodam, że jeszcze trudniej jest coś ugotować i zrobić zdjęcia gdy są małe dzieci ;) ale można ;) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. można, jeśli się baaardzo chce! Ja mam maturę w tym roku i też daję radę :]

      Usuń
    2. Trzymam kciuki! ;)

      Usuń
    3. Aniu, nie-dziękuję, by nie zapeszyć! :]

      Usuń
  7. Cudownie, że ktoś (TY!) pokazał wreszcie profesjonalnie jak to wszystko naprawdę wygląda w całej krasie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo mi miło, że tak uważasz Auroro!

      Usuń
  8. Świetny tekst!! W 100% podpisujemy się pod tym co napisałaś. Jest to ciężka praca, jednak kiedy ktoś to doceni.... radość jest ogromna i to właśnie dla takiej chwili warto prowadzić bloga !!! :D
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawy, podsumowujący wpis. Widzę, że każdego blogera dopadają podobne problemy. Ważne żeby się nie poddawać i robić to co się lubi :) Powodzenia w dalszym blogowaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za miłe słowo!
      również powodzenia! ważne, by nie zboczyć z kursu i nigdy się nie poddawać!

      Usuń
  10. Fajny wpis i taki trafny. Z hejtami się nie spotkałam, chociaż dzisiaj ktoś mi zostawił komentarz z pytaniem gdzie mieszkam, bo wygląda ja kwięzienie. Być może był to właśnie hejter, hahaha. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widocznie był to początkujący hejter :]
      za rok tak CI napisze, że aż Ci się słabo z wrażenia zrobi! Oj, hejterzy potrafią :p

      Usuń
  11. Fajny tekst Karmel-itko:) W sumie sama prawda :) Pozdrawiam i zycze dalszych sukcesow i tych malych i tych duzych:) Ja tam ciesze sie ze wszystkiego:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, dziękuję i raz jeszcze dziękuję!
      również pozdrawiam!

      Usuń
  12. fenomenalny tekst! dobrze się czyta, nawet jeśli znam to z własnego doświadczenia, to dziękuję za jego napisanie, bo czuję się jakoś raźniej. Poza tym, czytając komentarze pod tekstem - też mi jest jakoś dobrze na duszy.
    Ściskam i pozdrawiam.
    Monika
    P.S. sporo się u Ciebie zmieniło, od czterech lat nie obserwuję, ale ze dwa na pewno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko, również dziękuję za Twoje miłe słowa. Jak się okazuje, nas blogerów kulinarnych wiele łączy i to podnosi na duchu. Przynajmniej nie jesteśmy sami ze swoimi dziwactwami :]
      Zmian co nieco, nie powiem. Musiałam je wprowadzić. Dojrzałam ja, dojrzał blog, więc trzeba było pokazać jego dojrzałość w minimalistycznym i przejrzystym stylu.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  13. Najbardziej podoba mi się zdanie:
    Bo są blogerzy I blogerzy.

    nic dodać, nic ująć!
    Pozdrawiam serdecznie, podziwiam, lubię wracać do Ciebie na bloga, mam nadzieję, że kiedyś Ciebie poznam ;)
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest mi niezmiernie miło, że tak uważasz!
      Kiedyś na pewno się spotkamy, blogerzy to niby wielka sfera, a tak naprawdę mały światek, gdzie po pewnym czasie wszyscy znają wszystkich :] Kwestia czasu!

      Usuń
  14. Samo sedno, dzięki.
    Świetny tekst, super pióro. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  15. Karmel-itko ! Telst rewelacja ! Dużo w nim prawdy o zniechęcaniu do prowadzenia bloga poprzez różne teksty, o zimnych obiadach, które są mi szczególnie bliskie ;) z t oświetleniem też się zgadzam, ja moje zdjęcia w zimie robiłam w ogrodzie, ale mam ten komfort. Chociaż myślę, że na balkonie też mogłyby fajne wyjść.

    Pozdrawiam :) i życzę dalszych lat blogowania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że tak uważasz.
      starałam się po prostu napisać o swoich spostrzeżeniach. a, że blogerzy mają mnóstwo ze sobą wspólnego, trafiłam w dyszkę - według Was.
      pozdrawiam!

      Usuń
  16. Zgadzam sie w 100%,to ciezka praca i szkoda ze, niektorzy tego niedoceniaja i ze, sa to najczesciej te osoby od ktorych oczekujemy najwiekszego poparcia i potwierdzenia ze, robimy cos dobrego i sensownego:)Najwazniejsze by, byc wiernym sobie i swoim pasjom.Pozdrawiam Aska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ważne, by spełniać się w swojej pasji!

      Usuń
  17. Ale się napracowałaś, tyle pisania, podziwiam. Ale same mądre rzeczy można wyczytać. Wszystkiego dobrego życzę i dziękuję za wiele wskazówek.;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję. na szczęście mam lekkie pióro, pisanie przychodzi mi z łatwością i sprawia wiele radości. A tym bardziej prościej, gdy zna się coś, co opisuje, z własnego doświadczenia.

      Usuń
  18. Bardzo się cieszę, że powstają takie teksty jak Twój. Wspaniale zamknęłaś w słowach to, co chodzi mi od dawna po głowie. Moi znajomi podśmiechują się ze mnie, że mam trójkę dzieci - dwoje biologicznych i jedno blogowe :) A doba faktycznie jest krótka i trzeba szanować, cenić swój czas. Pozdrawiam! :))

    OdpowiedzUsuń
  19. Trudno się nie zgodzić z tym co napisałaś. Ja jestem dopiero na początku drogi, zero reklam, zero fejmu ale też i zero hejtów :) Póki co dobrze mi z tym :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń