PUSZYSTE CIASTO MARMURKOWE.




Pada. Deszcz bębni o metalowy parapet, do nieznanego mi rytmu. Nasłuchuję go i próbuję ustalić, w jakim to metrum, jakie jest uzupełnienie głosu głównego i czy następuje przesunięcie taktów. Zmysł muzyczny podpowiada mi, że to zupełnie nietuzinkowy rytm. Rytm szarej i melancholijnej jesieni.


Przyznaję, że aż mi wstyd publikować takie zdjęcia. Biorąc pod uwagę poziom, jaki dotychczas prezentowałam, płakać mi się chcę, kiedy oglądam przygotowane na najbliższy czas posty. Nie mam jednak innego wyjścia, aby blog nie popadł w martwicę, jesienną melancholię i smutną pustkę. Musi żyć, aby dostarczać Wam, czytelnikom, ciekawych smaków i intrygujących pomysłów.

Co się stało? Aparat, ukochany Canon stwierdził, że pobawi się ze mną w kotka i myszkę, obraził się dokumentnie i bezpardonowo, nie chcąc się włączyć - protestuje swoją niezależność. Innymi słowy mówiąc, pokazał mi język i się zepsuł.

Proszę więc o wyrozumiałość przez kilka następnych postów.


PUSZYSTE CIASTO MARMURKOWE.
/źródło: Familijny.;/


2,5 szklanki mąki pszennej + 3 łyżki
1,5 szklanki cukru
1 szklanka wody niegazowanej
1 szklanka oleju
5 jajek
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżki kakao


Jajka ucieram z cukrem na jasną, puszystą masę. 
Mąkę i proszek do pieczenia przesiewam razem, po czym
powoli dodaję do masy, ciągle mieszając. Następnie wlewam stopniowo
olej i wodę. Mieszam ciasto dokładnie, na gładką, jednolitą masę, 
którą dzielę następnie na dwie części - do jednej dodaję przesiane kakao,
a do drugiej 3 łyżki mąki. Mieszam.

Blaszkę 21x23 wykładam folią aluminiową, wylewam ciasto. 
Można zrobić coś na kształt zebry, bądź pobawić się widelcem w esy-flresy
lub tak jak ja, po prostu wylać jedną masę na drugą. Wstawiam do piekarnika
rozgrzanego do 180 stopni i piekę 45-55 minut, do tzw. "suchego patyczka".

Studzę najpierw w zamkniętym, a następnie lekko uchylonym piecu.


SMACZNEGO!


Pozdrawiam,
Karmel-itka


Komentarze

Prześlij komentarz