czwartek, 23 kwietnia 2015

REWOLUCJA NA TALERZU, CZYLI O TYM, JAK W JEDNEJ CHWILI DIETA SIĘ ZMIENI




 Wiosna przybyła, a wraz z nią powiew świeżości i liczne zmiany. Na lepsze, na gorsze? Kto wie. Okaże się w praktyce.

Dzieje się w moim małym życiu, oj dzieje. Wiosna nastała, wszystko dookoła kwitnie, przyroda zmienia się w zawrotnym tempie. Studia, praca, przyjaźnie, miłości, blogowanie, gotowanie i szereg innych, porywających, jak i nie zajęć.

Zmienia się natura, zmieniam się i ja, a raczej mój jadłospis.
Postanowiłam, że wraz z nadchodzącą wiosną, wprowadzę liczne zmiany w swoim życiu. Zaczęłam od sportu. Następnie zdrowie, w szeroko rozumianym pojęciu, a tym samym jedzenie.
Odważyłam się wykonać testy na nietolerancje pokarmowe. Od pewnego czasu bowiem zauważyłam, że po zjedzeniu niektórych produktów nie czuję się zbyt dobrze, chciałam więc poznać przyczynę, odpowiedzi na pytania. Należę do ludzi ciekawskich, którzy na każdym kroku chcą wiedzieć więcej i więcej, którzy chłoną bodźce naukowe z każdej możliwej strony i nienawidzą żyć w niewiedzy. Ciekawość to ogromna wada, ale czasami okazuje się ogromną zaletą.

Spodziewałam się poniekąd takich wyników, niemniej jednak, byłam lekko zbita z pantałyku. I zasmucona – choć nie muszę wykluczyć z diety aż tak wielu składników, to mimo wszystko stanie się znacznie uboższa.

Najgorszym faktem jest konieczność całkowitej eliminacji wszelkiego nabiału. Mleko, sery, jogurty od teraz są tylko pysznym wspomnieniem (prócz produktów fermentowanych). Choć akurat nietolerancji laktozy się spodziewałam, obserwując występujące objawy. To samo z owsem, skrobią ziemniaczaną, kukurydzą, ryżem, ziemniakami (także bataty), marchwią, pietruszką, niektórymi ziołami, koperkiem, szczypiorkiem, cytryną i limonką (oraz wszelkimi cytrusami) i wszystkimi suszonymi owocami, czego zapewne nigdy bym się nie domyśliła.



Muszę też na okres kilku tygodni całkowicie zrezygnować ze słodyczy, cukier ograniczyć do maksymalnie, a wyroby z pszenicy (a więc cały gluten pszenny) zastąpić wyrobami żytnimi i innymi, np. z mąką gryczaną, ryżową, migdałową czy z ciecierzycy. I najlepsze na koniec – uczulenie na niektóre produkty mięsne. To akurat nie robi dla mnie większej różnicy. Już wiem, dlaczego nim przeszłam na względny "wegetarianizm", tak nieprzyjemnie mój organizm reagował.

Co więc jeść, a czego nie?
W przypadku nietolerancji laktozy, jaką u mnie wykryto, wszelki nabiał mleka krowiego należy zniwelować. Pozostaje mi jednak mleko kozie i owcze, jego przetwory oraz produkty fermentowane mleka krowiego. Podczas fermentacji cukier mleczny, laktoza, zużywany jest jako pożywka dla mikroorganizmów, stąd ilość laktozy jest bardzo niewielka. Mleko roślinne to teraz główny składnik diety.

Jednak mleko roślinne nie zawiera wapnia. Skąd więc go czerpać? Przede wszystkim z sezamu oraz  warzyw zielonych, głównie brokuł, ale również ogórki, wszelkie sałaty, brukselka, szpinak, itd. Warto jeść figi! Wapń również znaleźć można w sardynkach i szprotkach (ale z ośćmi!), soi, jej przetworach i ciecierzycy.

Rezygnacja ze słodyczy i cukru, która obowiązuje mnie na minimum 2 miesiące (czas trwania odczulania), związana jet z grzybiczną alergią na rodzaj Candida. W ramach tego nie mogę również spożywać miodu, suszonych owoców, cukru białego, trzcinowego, brązowego, glukozy w postaci czystej, słodkich owoców. Ksylitol, cukier brzozowy w niewielkich ilościach może się jednak pojawić.

Skrobia ziemniaczana wyklucza zaś spożywanie wszelkich odmian ziemniaków, z batatami włącznie, produktów ziemniaczanych i zawierających skrobię modyfikowaną. Czas pożegnać się z ryżem i kukurydzą.

Pszenica i wszystkie produkty jej pochodzenia również trzeba odstawić, co także ma związek z candidąozą. Dlatego wszelkie produkty zawierające gluten pszenny (jęczmień, pszenżyto, żyto, kuskus, kasza manna, kasza jęczmienna- perłowa, mazurska, pęczak, owies i płatki owsiane oraz wszystkie wyroby ich pochodzenia). Od czasu do czasu jednak mogę sięgnąć po chleb żytni.

Blogowanie nauczyło mnie jednej ważnej rzeczy - jedzenia z głową. Odkąd rozpoczęłam swoją przygodę z "W kuchni Karmel-itki", pożywienie stało się dla mnie zupełnie czymś innym. Nie tylko ma zaspokajać głód i dawać uczucie sytości oraz dostarczać energii, ale przede wszystkim powinno stanowić wyznacznik naszego zdrowia. W końcu "jesteś tym, co jesz", a to niezmiennie okazuje się prawdą. Natomiast to, co zdrowe, niekoniecznie nie smakuje - w większości przypadku naprawdę może okazać się rewelacyjne.

Patrząc także pod kątem studiów, pokarm jest surowcem, półproduktem lub produktem końcowym, podchodzę więc do niego również pod względem chemicznym i procesów technologicznych. Niemniej obydwa spojrzenia ściśle się przeplatają.


Śledźcie bloga pod kątem nowych, nietuzinkowych pomysłów, jak radzić sobie z nowym stylem życia. Bo tak to właśnie wygląda - wdrażam nową ideę własnej codzienności. Nie na tydzień, miesiąc czy dwa. Ale na pewno na kilka najbliższych lat.


Pozdrawiam,
Karmel-itka



* zdjęcia:
http://www.glutenfreetastefully.com/
http://fodmaplife.com/tag/dairy-free/

6 komentarzy:

  1. Wiesz, na początku jak zaczęłaś wymieniać czego Tobie nie wolno, to faktycznie powiało grozą, ale... Ale czytając tekst dalej, to wcale nie jest tak źle i na prawdę masz spory wachlarz dozwolonych produktów:) Jedynie co, to zmniejszy się trochę portfel ;) Głowa do góry, będzie dobrze! :) A bloga obserwuję na fb- więc będę na bieżąco z Twoimi nowymi, smacznymi i zdrowymi propozycjami! Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odrobina grozy zawsze skupia większą uwagę! ;)
      Musi być dobrze, innego wyjścia nie ma!
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Hej Karmelitka! Możesz mi napisać gdzie robiłaś testy? Ze mną też się nieciekawie dzieje i jestem zmuszona się przebadać.

    OdpowiedzUsuń
  3. kandydoza to paskuda, może warto spróbować olejku z oregano, jest bardzo skuteczny.

    OdpowiedzUsuń